
Wyrwałem z cienia gruz.
Resztkę metalu i powietrze.
Na koniec zadając mu lekki ból,
deszczem z krwi nieokrzepłej.
O słońce, promień, blasku strzęp.
Falę przeklętą w próżni.
Czegoś co nie jest z masy zła.
Czegoś, co od niej mnie różni.
Świeczka bez kropli parafiny, ukuta knotem.
Czarny, samotnie zdycha płonąc.
Tak jakby ja; poproszę z lodem.
Mówią, że to trucizna bytu.
Liście żółkną i tak jest stale.
Ukłon dla uczuć zrobię tu.
Gdy giną.
Nie odrastają...
Najnowsze komentarze
14 min. 43 sek. temu
11 godzin 46 min. temu
1 dzień 1 godzina temu
1 dzień 11 godzin temu
1 dzień 18 godzin temu
2 dni 7 godzin temu
2 dni 14 godzin temu
2 dni 15 godzin temu
2 dni 18 godzin temu
2 dni 23 godziny temu